Historie karkonoskim szlakiem pisane

napisano dnia: 01 October 2013 o godzinie: 13:12 przez: Dawid Markowski

W pewien piątkowy dzień, który zapowiadał idealny weekend wybraliśmy się ze znajomymi tam gdzie zawsze - w Karkonosze. Spakowani, dość późnym wieczorem dotarliśmy do schroniska na Przełęczy Okraj i tam zatrzymaliśmy się na nocleg. Z samego rana dnia następnego, nie chcą budzić moich towarzyszy, ogarnąłem się, zabrałem plecak i wyszedłem przed schronisko żeby zobaczyć tak dawno nie oglądany wschód słońca. Na stoliku zostawiłem kartkę, tak aby było jasne gdzie jestem z adnotacją, że czekam na nich i żeby się nie śpieszyli. Sam znalazłem idealny punkt widokowy i rozsiadłem się na ławce... poranek był cudowny... taki ciepły i pachnący a słońce powoli wschodziło rozświetlając wszystko dookoła. Można było poczuć jak natura przemawia przez duszę i serce człowieka, jak budzi się by przeżyć kolejny trudny dzień... w tej chwili wiedziałem, że nic złego tego dnia się nie wydarzy i będzie to mój najlepszy pobyt tutaj. Oddałem się cały górom tak jak robiłem to zawsze... czyste serce, spokojne sumienie, praca zostawiona w domu i pragnienie, żeby znowu spotkać te same ścieżki, przywitać znane sosny i pasma kosodrzewiny, oraz ludzi, którzy pomimo swoich własnych trudności, tutaj zawsze są uśmiechnięci.

Gdy tak siedziałem, oddając się temu po co tutaj przyjechałem, umknęło mi gdzieś to, że całe schronisko zaczynało już się budzić ze snu. Moi towarzysze przypomnieli mi o tym klepiąc w ramię i donosząc, że to będzie dobry dzień. Przytaknęłam, przyodziałem plecak i ruszyliśmy... przed nami Śnieżka. Trasa upłynęła szybko i spokojnie, a o tej porze większość ludzi została jeszcze nisko i rzadko kogo można było spotkać na szlaku. Prawdopodobne że w rozmowie która zaabsorbowała nas do końca, przegapiliśmy czyjąkolwiek obecność. Gdy dotarliśmy na szczyt Śnieżki, przywitał nas jedynie wiatr i uśmiech pani za ladą restauracji. Odpowiedzieliśmy ciepłym powitaniem i kilkoma historiami, które przywieliśmy z sobą znad nizin. Śmiechu było co nie miara, ale goście zaczęli schodzić się tłumnie, więc nie chcą przeszkadzać w prazy, pożegnaliśmy panią ciepłym słowem i zasiedliśmy do herbaty oraz drobnego posiłku, który miał nam pomóc na kolejnym etapie wędrówki. Usiedliśmy razem przy stoliku i wspominając stare dobre czasy najedliśmy się popijając całość gorącą herbatą...

W tym momencie weszłaś Ty... w delikatnym makijażu z chustą na głowie... czerwony warkocz spłynął Ci po białej zwiewnej koszulce gdy tylko zrzuciłaś plecak na ziemię, stając przed ladą i witając się z panią z obsługi... na początku patrzyłem tylko na ten warkocz, ale potem schyliłaś się do kieszonki plecaka, delikatnie kucając... wtedy uświadomiłem sobie, że najpiękniejsze nogi jakie w życiu widziałem właśnie stoją przed moimi oczyma i zamawiają sobie herbatę! W tej najpiękniejszej chwili moi kompani wstali i poczęli przygotowania do dalszej drogi. Ja jedyny siedziałem i nie mogłem oderwać od Ciebie oczu... w tym czasie nie zważając na nic wędrowałaś już w kierunku stolika z filiżanką w ręku... w końcu wstałem, zaciągnąłem plecak na ramię, podszedłem do znajomych i powiedziałem, że moja droga tu właśnie się kończy. Spojrzeli na mnie a ja wzrokiem wskazałem im Ciebie. Obejrzeli się i po chwili porozumiewawczo jeden z nich położył mi rękę na ramieniu mówiąc, że doskonale mnie rozumieją i pożegnaliśmy się. Odprowadziłem ich po części do wyjścia, skręcając w pewnym momencie do Twojego stolika. Przywitałaś mnie pijąc herbatę, a ja uśmiechnąłem się do Ciebie bez namysłu. Zapytałem czy już się gdzieś nie spotkaliśmy i czy mogę się przysiąść. Odpowiedziałaś że tak ale nie mogłaś sobie przypomnieć gdzie już mnie widziałaś... zapytałem co tutaj robisz i dlaczego tak wcześnie doszłaś aż tutaj, na co odpowiedziałaś mi pytaniem: 'a Ty? Co tutaj robisz?'. Odpowiedziałem, że wraz ze znajomymi udaliśmy się na weekend w góry. Rozejrzałaś się po sali z pytaniem w oczach, na co odpowiedziałem z uśmiechem, że gdy zobaczyłem Ciebie pożegnałem ich i chciałbym dokończyć tą wędrówkę sam lub jeśli mi pozwolisz - w Twoim towarzystwie. Zarumieniłaś się tak słodko, że wszystkie kolory odpowiedzialne za ten stan, wyblakły w jednej chwili... Odpowiedziałaś, że chętnie dołączysz do mnie, bo w sumie przyjechałaś tu tylko na jeden dzień, ale zostać w tym miejscu trochę dłużej będzie tym, o czym już od dawna marzyłaś. Wyszliśmy więc razem, zostawiając za sobą Śnieżkę i udaliśmy się w stronę Szklarskiej Poręby...

Śmiejąc się zeszliśmy całe Karkonosze i zatrzymaliśmy się dopiero przed stacją na Śnieżnych Kotłach. Usiedliśmy na kamiennym murku i w ciszy dobyliśmy z plecaka kanapki. Dopiero wtedy zauważyłem, że pogoda raczej nie zanosi się na ten dzień zbyt optymistycznie. Nagle zrobiło się pochmurno, więc zaproponowałem że jak tylko zjemy, zejdziemy do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Pogoda nie okazała się jednak zbyt łaskawa i jeszcze zanim udało się nam skończyć posiłek, zaczęło padać. Nie był to szalony deszcz, ale mimo wszystko nie zostaliśmy w żaden sposób oszczędzeni... można powiedzieć, że przemokliśmy do suchej nitki w połowie drogi do schroniska łącznie z moim bagażem, który po drodze w strugach deszczu wypakowałem szukając wodoszczelnej kurtki... okazało się że musiał zabrać ją jeden z moich kompanów. Na szczęście był to ciepły letni deszcz i udało się nam dotrzeć do schroniska bez wyziębienia Twoich nóg, okrytych jedynie w przemoczone spodenki. W przedsionku zrobiliśmy szybkie rozeznanie bagażu i okazało się, że Twój plecak nie wytrzymał naporu wody i większość z tego co miałaś, już dzisiaj nie nadaje się do użytku, i wymaga suszenia... tak zresztą jak i moje rzeczy. Na chwilę zostawiłem Cię samą i orientując się w pogodzie u właścicielki schroniska doszedłem do wniosku, że kontynuowanie marszu nie będzie dobrym rozwiązaniem a deszcz przestanie padać dopiero za kilka godzin. Późna pora zmusiła nas do podjęcia noclegu i w stanie mocno wskazującym na przemoczenie, zawitaliśmy do pokoju z ręcznikami które dostaliśmy wspaniałomyślnie od pani zza lady. Szybko rozwiesiłem najważniejsze nasze rzeczy i wyszedłem z pokoju po ciepłą herbatę.

Wróciłem po chwili z porcją pierogów dla Ciebie i ciepłą herbatą... pamiętam że siedziałaś na krześle próbując uporać się z warkoczem a ja powiedziałem: 'poczekaj'... odstawiłem jedzenie, wziąłem swój ręcznik, podstawiłem od tyłu krzesło i delikatnie, włos po włosie rozplątałem Twojego warkocza. Mokre włosy nakryłem ręcznikiem i zacząłem delikatnie wycierać Twoją głowę... przechyliłaś głowę delikatnie do tyłu, a krople wody z Twojej twarzy i włosów delikatnie spływały po szyi, wtapiając się po chwili w mokrą koszulkę... zapytałem czy materiał z którego została wykonana to bawełna, a Ty odparłaś że tak, więc poprosiłem żebyś ją ściągnęła.
- Potrzymaj ręcznik - powiedziałem i wstałem z krzesła.
Stanąłem przed Tobą tyłem, pozwalając byś wytarła siebie drugim ręcznikiem. Po krótkiej chwili odpowiedziałaś że już, a ja ściągnąłem z łóżka koc i rozpościerając go przed sobą, nakryłem Ciebie wraz z krzesłem tak abyś mogła pozbyć się ręcznika. Potem spojrzałem na Twoje buty, wziąłem ręcznik i usiadłem przed Tobą. Powoli rozwiązałem sznurowadła i ściągnąłem but po bucie. Zaraz potem skarpetki i zacząłem wycierać Twoje stopy. Patrzyłaś na mnie tymi swoimi oczyma a ja nie zwracałem uwagi na to, że sam jestem przemoczony do suchej nitki. Gdy już Twoje stopy były suche, wstałem i poszedłem do plecaka. Odwinąłem reklamówkę w której trzymałem bieliznę i wyciągnąłem z niej spodnie, skarpetki i bluzkę. Podszedłem do Ciebie, usiadłem a Ty zaczęłaś się śmiać. Gdy spojrzałem na Twoje stopy i na rozmiar skarpetek, zrozumiałem o co chodziło i podzieliłem Twoje zadowolenie. Ubrałem Ci ciepłe i suche skarpetki i powiedziałem żebyś ubrała sobie moją koszulkę oraz spodnie. Po krótkiej chwili siedziałaś już sucha pod kocem na łóżku. Podsunąłem bliżej Ciebie stolik tak żebyś mogła uraczyć się pierogiem i ciepłą herbatą, a Ty podziękowałaś. Po chwili też byłem już suchy i zasiadłem obok Ciebie do wspólnego posiłku. Gdy skończyłaś jeść, wzięłaś herbatę i podeszłaś do okna. Z dumą stwierdziłem, że uroczo Ci w komplecie mojej bielizny termoaktywnej, a Ty zapytałaś kiedy przestanie padać. Wstałem i podszedłem do Ciebie, żeby spojrzeć przez okno i odpowiedziałem, że raczej nie zanosi się na to dzisiaj a Ty odwróciłaś się i spojrzałaś mi w oczy tak głęboko, że nie wiedząc co powiedzieć, zapytałem jedynie czy chcesz jeszcze herbaty. Odpowiedziałaś że na dzisiaj wystarczy i oddałaś mi kubek. Po chwili byłaś już w łóżku... Odstawiłem więc oba naczynia na stole i poszedłem w Twoje ślady... przykryłem się kocem i zwróciłem w stronę Twojego łóżka... patrzyłaś na mnie ciepło spod bezpiecznego nakrycia a ja nie wiedziałem co powiedzieć... zagadnęłaś...

Lampka na stoliku, które dzieliło nasze łóżka co jakiś czas przygasała, a w jej słabym świetle widać było że i Ty przygasasz co chwilę... zaproponowałem więc że gaszę światło i żebyś spokojnie zasnęła... podziękowałaś. Kiedy zgasło światło odwróciłaś się na łóżku życząc mi dobrej nocy, a ja nie pozostałem dłużny... Chwilę jeszcze leżałem i patrzyłem w Twoją stronę, gdy nagle z ciemności dobiegł mnie Twój głos:
- Dawid?
- Tak? - odparłem.
- Dziękuję z dzisiaj.
- Całą przyjemność po mojej stronie - powiedziałem zamykając oczy i układając się wygodnie na poduszce.
- ... Dawid?
- Słucham?
- ... zimno... - powiedziałaś.
Wstałem, wziąłem swój koc i podszedłem do Twojego łóżka nakrywając Cię nim. Wróciłem do siebie... nakrywając się kołdrą usłyszałem:
- ... nie pomaga...

Wstałem więc po raz wtóry i przyszedłem do Ciebie. Wsunąłem się delikatnie pod poły Twojej kołdry, nakrywając Cię delikatnie swoim ramieniem i przysuwając się do Ciebie... po chwili uspokoił się Twój oddech... zasnęłaś...