Tam gdzie światło spotyka się z cieniem #1

napisano dnia: 09 March 2019 o godzinie: 00:52 przez: Dawid Markowski

Późnym wieczorem, dwa dni przed wigilią, biała Honda przecinała zaśnieżoną drogę pośrodku „niczego”. Opony kreśliły w śniegu wyraźny, czarny ślad, który w okamgnieniu stawał się na powrót białą taflą. Wyglądało to trochę jakby zamieć próbowała pochłonąć i tak ledwo co widoczny samochód.
- Mam nadzieję że nie kłamiesz... – powiedział, przyglądając się ekranowi nawigacji.
W radiu podawali wyniki dzisiejszych meczy, komentując każdy jeden z osobna. Przy piątym, TOM sięgnął i przełączył to słuchowisko. Co kilka chwil słuchać było klikanie i w samochodzie kompletnie zmieniał się repertuar. Kolejne stacje dostawały coraz to mniej czasu, gdy nagle z głośników dobiegło „Knocking on heavens door” „pistoletów”. Widać było ulgę na twarzy TOMA, choć w duchu dalej czuł niepokój. Śnieżyca z minuty na minutę sprawiała wrażenie coraz potężniejszej. Czuł że od tego „czegoś” dzieli go zaledwie kilka centymetrów szkła i stali, i wcale nie była to najlepsza perspektywa w obliczu tego co działo się na zewnątrz.
- Jeśli to ma być niebo to mam nadzieję że nie przejadę świętego Piotra – pocieszał się.


Był dzień przed wigilią i TOM musiał przejechać na drugi koniec stanu, żeby zobaczyć się z wydawcą. Oboje planowali, że jego nowa powieść powinna się ukazać tuż po nowym roku. Teraz żałował że nie został w domu i nie przełożył spotkania. W momencie kiedy o tym pomyślał, zamieć ustąpiła. Na skraju dostrzegania zobaczył migoczące światełka.
- Renifery? W dzień przed?
Przed nim wyłoniło się miasteczko. Tablica na której zwyczajowo umieszcza się nazwy miejscowości zmieniła kolor na biały. Spojrzał na nawigację, żeby się przekonać iż ta nie wytrzymała napięcia – jej ekran był teraz czarny.
- Super…
Na szczęście dojechał do stacji benzynowej. W środku paliło się światło. Wysiadł z auta i pobiegł w stronę drzwi. Chwycił za klamkę, ale jej pociągnięcie sprowadziło go na ziemię. Szarpnął drugi raz.
- Zamknięte? No bez…
W tym momencie dostrzegł kartkę z napisem: „stacja zamknięta z powodu złej pogody”. Najprawdopodobniej ktoś musiał zostawić światło wychodząc. Podbiegł z powrotem do samochodu. Kilkoma spojrzeniami określił skąd i dokąd biegną ulice, i wybrał jedną z nich. Jadąc rozglądał się za kimś, kto mógłby mu teraz pomóc. Droga spływała pod lekkim kątem. Gdy się tak toczyli TOM kątem oka wychwycił zmianę w otoczeniu – to w jednym z domów zapaliło się światło. Zatrzymał samochód. Wytężał wzrok żeby zobaczyć coś przez śnieg, gdy nagle wpadła mu do głowy myśl.
- Może tam po prostu idź?
Wyciągnął kluczyki ze stacyjki i wyszedł na zewnątrz. Gdy poprawiał szalik, oczami starał się odnaleźć chodnik, jednak ze żadną cenę nie mógł odróżnić niczego na kompletnie płaskiej tafli śniegu. Ruszył więc przed siebie. Śniegu było po kostki. Zatapiał się w nim i jego skarpetki także. Wejście na zadaszoną werandę po tym krótkim spacerze niczego nie zmieniło ale było jak wybawienie. Gdy podniósł rękę by zapukać do drzwi, zauważył dzwonek. Po drugiej stronie ktoś się ruszył. Słychać było kroki a po chwili dźwięk otwieranego zamka.


W drzwiach stanęła Ona… okryta pledem. Zobaczyła go z profilu, jak tupał, próbując z butów zrzucić śnieg. Zapał z jakim to robił sprawił że się uśmiechnęła.


On zwrócił wzrok dokładnie w tym samym momencie, w którym na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Chciał zapytać o drogę, o pomoc, o informację, ale gdy tak stał z jej ust padło niespodziewane:
- Może Pan wejdzie?
To pytanie zamurowało go po raz drugi.
- W takim razie ja wyjdę do Pana – odpowiedziała sobie sama i po chwili była już na zewnątrz, okrywając się dokładniej tym co miała na sobie.