Sokolec i Wielka Sowa

napisano dnia: 14 April 2014 o godzinie: 22:25 przez: Dawid Markowski

Dojazd do Wrocławia dzień wcześniej jakoś nie sprawił większych problemów. Wyjazd standardowo o 16:30 autobusem lubińskiego PKS-u, by chwilę po 18 być już na miejscu. Potem szybka przesiadka w miejską komunikację i po chwili Ania wita mnie na przystanku lub też w drzwiach mieszkania. Zresztą jak co weekend to jedna z najbardziej oczekiwanych „podróży”... tak to jest jak się nie ma siebie na co dzień, ale nie o to się rozchodzi.

Wyjazd zaplanowany na godzinę 9 rano, więc kilkugodzinna pobudka wcześniej w zupełności wystarcza na ogarnięcie się w domu z absolutnie wszystkim. Jak to zawsze bywa, lekki niepokój w stylu "czy na pewno wszystko" zaczyna towarzyszyć zaraz po wyjściu z mieszkania, no ale jakby inaczej :) Drzwi zamknięte - kierunek autobus. Na przystanku jesteśmy jakoś tak za dziesięć ósma. Kilkanaście (a może nawet kilkadziesiąt) minut komunikacją miejską i jesteśmy u Wióry, która już chce nas gościć ulubionym napojem Ani, czyli kawą ;)

Chwila relaksu, gadania o kurtkach, krzywiźnie ścian, burdlu i rozgardiaszu wszechobecnym (nie przejmuj się Wióra, mi też zdarzało się żyć na kartonach!) no i trzeba wychodzić. Dziewczyny na szczęście zdołały trochę puścić się w rytm „pudelkowej propagandy”, więc dzień zaliczą do udanych, a jedyne co mogłoby im ten humor zepsuć to wszystko inne. Tak więc, chcieć nie chcieć, wyruszamy z plecakami w kolejne miejsce, aby załapać się na transport... niekoniecznie medyczny ;)

Witek stoi już pod samochodem i z otwartym bagażnikiem czeka na przyjęcie naszych plecaków. Ledwo co się przywitaliśmy, zapakowaliśmy do środka, przejechaliśmy może ze 100 metrów, Serwa błysnął swym urokiem osobistym zza rogu i już wiedzieliśmy, że ekipa zebrała się w komplecie. Tak oto wyruszamy na miejsce zbiórki, kolejne, gdzie dołączą do nas (lub też my dołączymy do) inni uczestnicy wyprawy.

Krótki przejazd przez miasto i jesteśmy. W sumie czas nas goni, więc rozmowy o tym kto wczoraj przegrał na żużlu odkładamy na później, zważywszy na fakt iż przejazd mamy zaplanowany na trasie rajdu, a godzina jego rozpoczęcia jakoś tak coraz bardziej zaczyna grozić naszej paczce palcem. Pakujemy się więc szybko do samochodów i już chwilę później jesteśmy na trasie do Sokolca. W międzyczasie zaliczamy przejazd przez Orlen w miejscowości, której nazwy nie potrafię sobie teraz przypomnieć. Plan był taki że mieliśmy się na nim zatrzymać na jakąś ciepłą kawę, ale z racji spóźnienia i ten, przekładamy na później.

Bez problemów docieramy na płatny parking w Sokolcu i z torbami udajemy się do schroniska... dla niektórych, w tym i dla mnie, było to pierwsze podejście od dawien, dawna i dało się ostro we znaki ;)

Schronisko jak i resztę ekipy poznajemy dość szybko bo w planie jest już wyjście na Wielką Sowę. Szybkie przepakowanie plecaków i jesteśmy już w trasie. Trzykrotnie mijane drogowskazy wskazują, że do Wielkiej mamy 25 minut, więc po trzecim razie przestałem zwracać uwagę na oznaczenia, domyślając się, że najprawdopodobniej stawiali je jacyś nasi poprzednicy ;)

Po około godzinie jesteśmy na Wielkiej Sowie.