American Hustle, Mozartkugeln... i Złodziejka Książek!

napisano dnia: 17 February 2014 o godzinie: 23:49 przez: Dawid Markowski

Życie zaskakuje... najczęściej w najmniej oczekiwanych momentach!

Niedzielę, 16 lutego 2014 roku zapamiętam na bardzo długo... nie będę gołosłowny jeżeli powiem, że do końca życia. Tak wyraźnymi obrazami i kolorami dawno już życie nie malowało mi ścieżek. Człowiek od takich rzeczy zdążył już się odzwyczaić, a tu nagle... taka niespodzianka!

Jakbym miał zliczyć w ilu miejscach tego dnia byłem w jednym mieście, tak chyba nigdy do tej pory Wrocławia swoją osobą nie zaszczyciłem.

Udało się w końcu wypić czekoladę w „Czekoladziarni na Więziennej”, co ostatnimi czasy jest chyba szczytem osiągnięć – takie mają tam kolejki, że ludzie stoją po pół godziny czekając na zwolniony stolik... Mój to co prawda nie pierwszy raz tam, ale bardzo chciałem zabrać tam osobę, która mi towarzyszyła... w końcu się udało!

Po krótkim spacerze, którego ja szczerze w ogóle nie pamiętam (były ważniejsze rzeczy do!) wstąpiliśmy na obiad do nowo powstałej restauracji o nazwie „Dobra Karma” - bardzo dobre jedzenie, a przede wszystkim codziennie nowe! Usiedliśmy razem z Anią w części jadalnej, która była taka jeszcze nie do końca ukończona, co wcale nie powodowało utraty jej nastroju... nie mówiąc już o tej chwili...

Drogi do wrocławskiego kina Nowe horyzonty na film "American Hustle" też nie pamiętam... za to pamiętam każdy jeden gest i każde słowo, które padło z ust Ani wtedy, a potem w kinie. Pamiętam też jak powiedziała mi, że zawsze marzyłem o tym, żeby zobaczyć most Milenijny... i zabrała mnie tam! Było już zupełnie ciemno, gdy wchodziliśmy na most mijając po prawe stronie park... Pamiętam że widziałem go tylko na zdjęciach. Zafascynował mnie wtedy oświetleniem i zgodziłem się sam ze sobą, że musi być magicznie przejść się nim po zmroku... bardziej niż zgodziłem się, chciałem to po prostu wypróbować...

Jakie wrażenia? Powiem Wam szczerze, że istnieją rzeczy na świecie które się filozofom nie śniły i to nie jest ten most... Ogrom architektury, który jeszcze do niedawna mnie fascynował, padł na kolana w otoczeniu tych zielonych oczu, które wtedy na mnie patrzyły i na które ja patrzyłem. Po tym jak przeszedłem na drugą stronę Odry zrozumiałem, że nigdzie na świecie nie będzie mi tak dobrze jak tam, gdzie są Jej oczy i nic na świecie nie dorówna temu boskiemu dziełu...

W drodze powrotnej mijaliśmy rynek już pod rękę, a ja poprosiłem Anię, żeby weszła ze mną na chwilę do Empiku. Ania została na dole, a sam pobiegłem na górę... ciężko się odnaleźć w miejscu z którego się nie korzysta na co dzień, ale z pomocą Pana z obsługi udało się odszukać książkę. Złapałem ją i pobiegłem szukać kasy. Zapytałem jeszcze Pana, który wcześniej pomógł mi się rozeznać w tym miejscu, czy mogę użyczyć kawałek blatu. Wyciągnąłem długopis i napisałem na pierwszej stronie krótką dedykację... podziękowałem i podszedłem do Ani. Gdy spojrzała na mnie, wręczyłem Jej książkę z uśmiechem na ustach... była to "Złodziejka Książek" Markusa Zusacka...

Powiem Wam szczerze, że czuję się trochę jak z innej bajki... wydaje mi się, a może w zupełności jestem już pewien, że trafiłem na osobę z którą chcę przeżyć resztę swojego życia... trafiłem zupełnie nieświadomie, przez paradoks trochę, tak jakby nie ja... trochę tak jak "Paperman"!