Alice in Chains... and the Grunge is back!

napisano dnia: 21 August 2011 o godzinie: 02:18 przez: Dawid Markowski

Na świecie 'zadebiutowali' płytą 'Dirt'... w moim świecie zresztą też.

To właśnie utwór 'Them Bones' - szybki i ekspresyjny, atakujący od samego początku głośnym 'AH!' z ciekawymi, 'przeciąganymi' frazami na wokalu, sprawia że płyta ta już na samym starcie jest zauważalna, i na pewno nie przechodzi się obok niej obojętnie...

Jakość jednej tylko płyty nie świadczy wcale o 'wielkości całego zespołu', aczkolwiek jak to mówią, zawsze lepiej jest zrobić lepsze, pierwsze wrażenie. Moja ocena na temat zespołu jest już od dawien dawna 'urobiona', a swoistą 'retrospekcję' pozostawiam tylko i wyłącznie Wam, moi drodzy.

Dlaczego akurat Alice in Chains?

... no i to właśnie jest bardzo dobre pytanie....

Choć sam grunge jako gatunek muzyczny jest tym, co najbardziej mi kiedyś odpowiadało (pod wieloma względami), to na chwilę obecną przebił go bezlitośnie metal. Nigdy się głębiej nie zastanawiałem dlaczego tak jest - oba style w muzyce zawsze szły ze sobą w parze, ale na 'teraz', bliższy mojemu sercu jest raczej ten drugi...

Oczywiście nie należy tego rozumieć jako próbę hermetyzacji tylko i wyłącznie na jeden z nich, ale myślę że duża zasługa leży bardziej w tym, iż w pewnym momencie nie miałem dostępu do dobrych zespołów grunge'owych i zostałem wręcz 'zalany' tymi metal'owymi, nikogo oczywiście o to nie obwiniając... ale wróćmy do tematu.

Alice in Chains, mimo że specyficzne i nie każdemu może się podobać, to jednak mają jeden utwór, który w mojej głowie wyrył się bardzo skrupulatnie 'metalowym dłutem'... i wszystko byłoby dobrze gdyby nie pewien spór ze znajomym w którym stanąłem po stronie zespołu (żeby nie powiedzieć 'w obronie'). O dziwo nie rozeszło się po kościach i w krótkim czasie 'po', zostałem poinformowany o tym, że jednak 'Alicji' da się słuchać... Jakiś czas później zostałem 'poczęstowany' dwoma utworami, które mój znajomy uznał za warte przesłuchania i jak sam podkreślił, to że mi je przedstawia nie ma nic wspólnego z 'darzeniem tego zespołu sympatią'.

Pierwszym utworem był 'Down in a Hole' - drugim z kolei 'Nutshell'... no i właśnie od tego utworu zaczyna się ta krótka historia...

Definitywne skojarzenie z... nutellą? [sic!?]

Po dziś dzień nie wiem dlaczego, ale nazwa tego utworu kojarzy mi się z Nutellą... zapewne to wina słoika na okładce płyty, aczkolwiek przy głębszym zastanowieniu, komu smakowała by Nutella z muchami?!

Głupio to brzmi, bo przecież utwór ten jest jednym z najdoskonalszych tworów w muzyce rock'owej, to jednak ja kojarzę go sobie z jakimiś pierdołami. Przepraszam, ale taka jakaś dziwna schiza...

Oczywiście wszystko to w niczym nie ujmuje samemu utworowi i nie przeszkadza w słuchaniu go na okrągło już kolejny tydzień (to dopiero trzeba mieć nie po kolei w głowie).

Nie przeszkadzając sobie oraz utworowi, który spokojnie sobie płynie z głośników muszę stwierdzić, że jednak utwór Nutshell, jest jednym z najlepiej trafiających mnie w serce... niekoniecznie najlepszym, ale jednak.

Grunge wraca na 'scenę'...

... w sumie to nigdy z niej dobrze nie zszedł, ale prawdą jest że poświęcałem mu trochę mniej uwagi przez pewien okres mojego życia...

Teraz wrócił na dobre i może się skuszę na starość na jeszcze jedną 'flanelową koszulę'... kto wie... kto wie ;)

Krótki przegląd twórczości

Facelift - 1990


okładka płyty Facelift
Pierwsza płyta zespołu po której zespół z Seattle zaistniał na amerykańskim rynku muzycznym. Co trzeba także zauważyć, akurat wtedy powstał boom na grunge'owe zespoły.

Alice in Chains znalazło się w idealnym miejscu w idealnym czasie a ich kompozycje, nawet te z pierwszej płyty są zapamiętywane i odtwarzane po dziś dzień. Czy świadczy to o tym, że zespół potrafił się sprzedać? Moim zdaniem tak i nie - z jednej strony trzeba mieć dobrze poukładane w głowie i kupę szczęścia żeby akurat wbić się w 'ten moment', a z drugiej ich muzyka pozostawia długie siarczyste echo, o których mówi się w pewnych gronach do dzisiaj. Świadczy o tylko i wyłącznie o tym, że robią to co lubią i potrafią to robić

Czy trzeba się rozwlekać nad tym jak bardzo płyta odcisnęła swoje piętno na światowym rynku muzycznym? Myślę że wystarczy jej posłuchać, żeby domyślić się dlaczego...

Dirt - 1992


okładka płyty Dirt
Bezprecedensowo najlepsza płyta zespołu!

Na tym w sumie powinienem zakończyć, bo niczego nowego nie powiem i jedynie mogę powtórzyć że to od niej zaczynałem, to dzięki niej...... i tak dalej... jest sens? Nie ma.

Jeżeli ktoś nie słuchał płyty to ma teraz szansę na jeden z kawałków zamieszczony przeze mnie poniżej...

Jak ktoś słuchał i się nie podobała, to myślę że już dawno opuścił stronę i zajmuje się teraz czymś innym.

Dla mnie komentarz 'najlepsza płyta w twórczości' wystarczy i uciekam do następnej.

Sap (EP) - 1992


okładka płyty Sap
Na tej płycie szczególnie sprawdził się perkusista zespołu Sean Kinney, który brał czynny udział w kompozycjach... i snach

Płyta bardziej eksperymentalna, a utwory na niej pochodzą ze starszych sesji nagraniowych i kompozycji gdzieś tam powstających podczas tras koncertowych... ciekawy materiał który powstał został nagrany i zachowany w takiej formie jaką możemy przesłuchać dzisiaj.

Bardziej muzykom z zespołu zależało właśnie na utrwaleniu materiału który w pewien sposób odzwierciedlał charakter zespołu, który jest za krótki na długogrającą płytę, a który warto by było utrwalić... tak więc jest i Sap.

Jar of Flies (EP) - 1994


okładka płyty Jar in Flies
Zdecydowanie jedna z moich ulubionych płyt zespołu.

Pewnego dnia panowie skłaniają się do pomysłu wejścia do studia z gitarami akustycznymi... wychodzi z tego parę dobrych kawałków, jednak na tyle mało, że nie 'mieszczą' się na long play'u. W takim wypadku do fanów Alicji trafia EP'ka z zaledwie siedmioma numerami... wśród nich znajduje się jednak klasyk nad klasykami - utwór 'Nutshell', a cała płyta zdobywa miejsce pierwsze w rankingu sprzedaży Billboard 200.

Pierwszy raz usłyszałem ten utwór bardzo dawno temu i zrobił on na mnie takie wrażenie, iż od razu wpadł mi do rankingu najlepszych utworów jakie dane mi było przesłuchać.

Alice in Chains - 1995


okładka płyty Alice in Chains
Ostatnia płyta zespołu ze Staley'em na pokładzie. Już prawie zapomniałem jak brzmi i musiałem sobie na szybko odświeżyć, aby móc napisać parę krótkich zdań... ale chyba nie trzeba się rozpisywać.

Wszyscy się wtedy zastanawiali czy album pobije 'Dirt' i myślę że wielu tutaj się zawiodło, aczkolwiek zawsze się znajdą i tacy... Wszyscy którzy znają taki utwór jak chociażby 'Heaven Beside You' i Ci którzy go sobie nucili, wiedzą że martwili się niepotrzebnie (nie mówię tu oczywiście o tym że Alice in Chains przeskoczyło tym albumem swojego poprzednika).

Black gives way to Blue - 2009


okładka płyty Black gives way to Blue
Po 14 latach przerwy, wreszcie Wszyscy fani zespołu (łącznie ze mną), mogą ze spokojem udać się do sklepu, poszperać na półce i nabyć nową płytę Alice in Chains... ale czy po tylu latach warto znów zwracać się w stronę zespołu, który kiedyś po prostu 'zniknął z muzycznej sceny'? Na to pytanie każdy jednak musi odpowiedzieć sobie sam.

Dla mnie powrót jest udany, chociaż to już nie jest do końca to samo... Jestem przekonany że cała magia utworów wzbudzała się wraz z głosem wokalisty... Layne Staley jednak odszedł i nic już nie przywróci tego jego 'głupkowatego wibrato', którym delikatnie wzbudzał niejedno serducho. Szkoda, naprawdę wielka szkoda... ale z drugiej strony patrząc, może właśnie tak miało być - często najlepsze kompozycje powstawały właśnie 'pod wpływem'...

Ciężko rozstrzygać o co wydarzyło się kiedyś i zawsze trzeba patrzeć na to co dzieje się teraz... i szczerze powiedziawszy naszukali się dobrego wokalisty i takiego właśnie znaleźli. Ciekawi mnie tylko fakt, czy Cantrell tak długo zwlekał póki nie pojawił się William DuVall, czy też facet trafił się przypadkowo, dzięki czemu Jerry 'przejrzał na oczy'?...

Koniec dywagacji - ważne że jest dobra muza :)Do zobaczenia.